W pierwszych słowach przepraszam , ale nie wiem kiedy dodam kolejna notkę z powody natłoku zajęć... i brak weny. na takie jakby pocieszenie dodaję tak jakby krótką kartkę z pamiętnika. Może nie jest wspaniała ale zawsze coś.
____________________________________________________________
Sen staje się śmiercią. Milczenie wybucha szlochem milczenia. Z każdym dniem powtarzał sobie ,że potrafi wrócić do dni kiedy jeszcze byli razem. Lecz najtrudniej jest ukryć ból. Mimo, że minął rok nadal nie potrafił o niej zapomnieć. Każdy dzień , minuta , sekunda sprawiała , że jego cierpienie potęgowało w jego małym sercu. Każdego dnia pisał do niej listy, które odkładał na kupkę która z dnia na dzień rosła. Tak bardzo chciał aby przeczytała chodź jeden z nich. Ale czy istnieje adres do nieba? Czy istniej kontakt między niebem a ziemią? Oddałby wszystko aby móc chodź raz ją zobaczyć , dotknąć, pocałować. Brak ci tylko jednej istoty, a cały świat jest bezludny. Mimo, że przez cały czas byli wokół jego przyjaciele nie mógł pogodzić się z jej stratą. Pamiętał kiedy bywał u niej w szpitalu. Jej choroba z dnia na dzień potęgowała w jej organizmie. Jej życie oddalało się z każdym kolejnym oddechem. Mimo, że wiedział że na to nie było leku, nie poddawał się. Każdego dnia starał się znaleźć ratunek, by znów była szczęśliwa. Chciał znów ujrzeć ten uśmiech który zawsze go witał każdego dnia. Uśmiech który koił jego smutki i rozterki. Uśmiech który kochał. Pamiętał dni w których ludzi mówili „ dzielnie się trzyma , chodź wie że to nie długo koniec” Nie dopuszczał tej myśli do siebie. Wiele razy będąc u niej starał się aby ona również uwierzyła , że sobie poradzą , że wygra z chorobą. Że będą ze sobą dzielić smutki i radości nawet wieku osiemdziesięciu lat. W tedy zawsze słyszał ten sam dialog.
„-Nie rzucaj słów na wiatr...I tak w powietrzu jest dość szkodliwych substancji” – na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Jej zachowanie przypominało grę aktorską. Przy nim zawsze grała , że wszystko jest w porządku , a gdy wychodził od niej ,na jej poduszkę kapały słone łzy, które wydostały się spod jej delikatnych powiek. Nie raz usłyszał od znajomych, rodziny „Nie kłamstwa, lecz prawda zabija nadzieję. Musisz pogodzić z tym co może niedługo się wydarzyć” – nie chciał uwierzyć w słowa bliskich. Chciał być z nią do końca swoich dni. Pamiętał ten dzień. Dzień w którym obiecała, że będzie zawsze przy nim. Dzień , w którym odeszła. Było późne , zimowe popołudnie. Płatki śniegu zdobiły kwiaty, które trzymał w swoich dłoniach. Jjong często mawiał, że szpital stał się jego drugim domem. Będąc blisko sali na której leżała wyszli lekarze. Parę dni temu mówili , że istnieje szansa na poprawę stanu jej zdrowia. Lekarz spojrzał w jego stronę smutnym wzorkiem.
- Przykro mi. To mogą być ostatnie minuty jej życia – ta wypowiedź była dla niego jak porządny, siarczysty policzek. Z jego dłoni wypadł kwiatów, które przyniósł specjalnie dla niej. Wbiegł na salę przepychając się przez dwóch lekarzy. Podchodząc powoli do jej łóżka, bał się. Bał się , że może go zostawić samego.
-O tyle stajesz się z dnia na dzień piękniejszy, o ile wzrasta w tobie miłość. Pamiętaj , że Cię kocham i zawsze będę przy Tobie. Będę Twoim aniołem stróżem.. – jej delikatna dłoń dotknęła jego policzka. Zawsze tak robiła gdy było mu cholernie źle. – Pocałuj mnie na pożegnanie .. – jej głos stawał się coraz słabszy a z jej oczu zanikała radość. Onew zawahał się przez chwilę , lecz wykonał o To co poprosiła go osoba którą kochał. Chciał aby czas się dla nich zatrzymał. Gdy odsunął się od niej na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech , a jej powieki zamknęły się powodują , że na urządzeniu pojawiła się prosta linia. Przez dłuższą chwile stał jak zahipnotyzowany. Jej twarz wyglądała na delikatną. Kruchą jak u porcelanowej lalki. Wszystko wyglądało jakby zasnęła. Jakby za parę godzin miała się wzbudzić ,lecz prawda stała się bardziej okrutna. Odeszła. Zostawiła go. Gdy zaczęły do niego docierać informacje dostał dzikiego szału. Upadł na swoje kolana głośno szlochając tym samym chwycił ja za dłoń która jeszcze przed chwila dotykała jego policzka. Do Sali wpadł lekarz z pielęgniarką tym samym odciągając go od niej. Nie chciał jej zostawiać. Chciałbyć przy niej. Bywa, że pierwszej miłości się nie zapomina, ale ona zawsze się kończy. Mimo , że minął rok często bywał na jej grobie składając jedną , białą róże. Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić.
- Onew zbierajmy się – na jego ramieniu spoczęła delikatna dłoń jego przyjaciela. Jjong wiedział , że jest mu ciężko. Starał się mu pomóc jak tylko mógł.
-Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany. [..]